#19

Mimo, że żyjemy w XXI wieku, a macierzyństwo nie jest już (aż tak) rzeczą publiczną, młode matki i tak wpadają pod ostrzał jeśli coś robią inaczej niż należy (czy inaczej niż wszyscy mówią, że tak należy). Najczęściej obrywa nam się za ubiór, metody usypiania i uspokajania oraz sposób karmienia. Bo przecież dobra matka karmi piersią a wyrodna podaje mleko modyfikowane. W tym czarno-białym świecie nie ma matek takich jak ja – karmiących butelką z własnym mlekiem.

Już nie karmię Malucha, ale ten temat mnie prześladuje bo zastanawiam się jak będzie z Anią. I właściwie nie będę płakać, jeśli okaże się że będzie dokładnie jak z Młodym.

Terror karmienia piersią dopadł mnie przez kłopoty okołoporodowe Malucha. Nie mógł być przystawiany do piersi przez kilka pierwszych dni, a jak już nauczył się ssać, traktował to jako fajne hobby, nie formę karmienia. Na szczęście jeszcze w szpitalu trafiłam na niesamowitą położną, która od razu wsadziła mi laktator w rękę i kazała ściągać mleko („nieważne jak podane, skoro masz swoje mleko i chcesz karmić, to dawaj je butlą”). Pani Marysia była jedna, a tych, którzy widzieli w takim sposobie karmienia matczyną porażkę było wielu. Nawet moja Mama, która pewnie nie raz mało nie odgryzła sobie języka hamując się przez rzucaniem „dobrymi radami” (mam farta mieć Mamę z tych, które doradzą dopiero jak się je spyta o poradę, możecie mi zazdrościć) kilka razy zwątpiła w to czy to jest dobry pomysł. Położna środowiskowa na siłę wciskała mi nakładki na sutki. A ja uważałam, że beznadziejna ze mnie matka, zamartwiałam się, umartwiałam, płakałam z Młodym i czułam się fatalnie.

A teraz wiem, że nikt nie miał prawa mnie oceniać. Znam mamy, które czuły się źle karmiąc piersią, lub zwyczajnie tego nie chciały robić i od razu przerzucały się na sztuczne mleko. Znam takie, które doprowadzały swoje piersi do katastrofy walcząc o zassanie piersi i cierpiały przy każdym karmieniu aż do ukończenia przez szkraba roku, bo tak trzeba. I znam siebie, matkę karmiącą inaczej, która po nocach czytała z laktatorem przy piersi, żeby Młody miał śniadanie, obiad i kolację. I każda z nas robiła to dla swoich dzieci. Każda podjęła taką a nie inną decyzję.

Każdy sposób karmienia ma swoje plusy i minusy, każda mama wie co jest najlepsze dla jej szkraba (nawet jak ciocie dobre rady twierdzą inaczej). Ja znalazłam swój złoty środek w kamieniu naturalnie butelką. Udało mi się tak dogadać z produkcją, że ściągałam mleko dwa razy dziennie – wczesnym rankiem i wieczorem przed snem. Pewnie, że produkcja stawiała swoje warunki i jak nie wyrobiłam się na wieczorne ściąganie mleka, to umierałam z bólu piersi, czasem miałam przestoje i walkę o każdy mililitr, ale się nie poddawałam. Do 9 miesiąca Młody pił wyłącznie moje mleko. I jestem dumna z tego, że udało mi się znaleźć wyjście z sytuacji zapowiadającej mini dramat. Gdybym słuchała wszystkich dookoła, gdybym dała się przekonać, że mój sposób karmienia jest beznadziejny, albo płakałabym przy każdym przystawieniu do piersi (i pewnie szybko bym z tego zrezygnowała) albo od początku przeszłabym na mleko modyfikowane.

Nie bójmy się korzystać z wynalazków, które zostały stworzone żeby ułatwiały nam życie. I nie dajmy się przekonać, że tylko to co robiły nasze babcie i mamy, to jedyna słuszna droga na odchowanie super zdrowych i fajnych dzieci. Szukajmy swojej drogi (również tej mlecznej).

jeznat_szama01jeznat_szama02jeznat_szama03

Lubisz Jeża? To daj mu o tym znać i pokaż go innym. Każdy odzew, polubienie czy przesłanie bloga dalej sprawi nam wielką radość.

Reklamy
#19

#12

Ciąża. O ciąży każdy wie wszystko najlepiej, a im mniej brzucha się miało w swoim życiu, tym większą wiedzą się dysponuje. Przecież to jasne. A największymi ekspertami są bezdzietni i samotni mężczyźni, to już w ogóle prawda stara jak świat i nie wiem jak my, matki, możemy stawać wobec niej okoniem. Ale nie o narzekanie mi chodzi, nie dziś. Chodzi mi o to, że nie rozumiem, dlaczego tak wiele osób widząc moje obawy w stanie ciężarówki komentuje to w stylu: „przecież to twoja druga ciąża, czego się boisz?”. No właśnie, tego. Tego, że to moja druga ciąża.

jeznat_placyk01

A ja się boję milion razy mocniej niż w ciąży z Młodym, bo wiem czego mogę się bać. Wiem jakie mogą być komplikacje, jakie niespodziewane sytuacje. Jestem dużo ostrożniejsza, może nie widać tego kiedy szaleje na placu zabaw goniąc po zjeżdżalniach za Młodym, ale nie wsiadłam na konia od kiedy się dowiedziałam o małym lokatorze (w pierwszej ciąży jeździłam do 5. miesiąca), lepiej się odżywiam, śpię ile wlezie (z Młodym do 6. miesiąca z hakiem jeździłam do pracy 95 km w jedną stronę ), nie zaprzątam sobie głowy głupotami. W wielu sprawach mogę liczyć na Seniora, który odciąża mnie w mnóstwie spraw, jedyne o czym bankowo muszę pamiętać, to o sprawdzeniu zapasu mleka i pieluszek, resztą zajmuje się większa połowa naszej rodzicielskości.

Tak jak każde dziecko jest inne, tak samo pewnie jest z ciążami. Moja druga różni się diametralnie od pierwszej. Samopoczucie, tempo rośnięcia i przybierania na wadze, wszystkie okoliczności towarzyszące – wszystko jest inne. Część rozrywek, która mnie ominęła dwa lata temu, dopada mój organizm obecnie. Ale z drugiej strony na razie niewiele muszę zrzucać po ciąży.

jeznat_placyk02

I muszę Wam się do czegoś przyznać: wcale nie tęskniłam za brzuchem. Chciałam drugiego dziecka, to była nasza bardzo świadoma decyzja (co niektórym wydaje się niemożliwym „tak szybko? to chyba wpadka…”), ale nie tęskniłam za dodatkowymi kilogramami, słoniowatym krokiem i całą resztą. I teraz wiem, że nie mam co się bać w przyszłości trzeciej ciąży, bo będzie pewnie jeszcze inna niż te dwie razem wzięte.

Teraz nie mogę wyjść z zachwytu nad kopniakami panny Anny, która rozpoczęła sygnalizowanie książkowo i, jednocześnie, ponad 1,5 miesiąca wcześniej niż jej starszy brat. I cały czas nie do końca wierzę w tę ciążę, szczególnie jak patrzę na wyświetlacz wagi. I boję się dwa razy mocniej, chociaż myślałam, że już bardziej nie można się bać o drugiego człowieka.

 

Dobrnęliście do końca? Będzie mi bardzo miło jeśli podzielicie się naszą stroną z innymi, dacie znać czy się podobało albo zajrzycie na naszego Facebooka (tam dużo więcej Jeża). A najlepiej wszystko razem!

#12