#34

Wrzesień, to trudny czas. I dla dzieci przedszkolnych, i dla rodziców, o uczniach nie wspomnę (a co dopiero o studentach w kampanii wrześniowej!).

Drugi rok z rzędu mamy przedszkolny debiut. No, taki trochę oszukany, bo o ile Domino zaczynał od września, o tyle Anula już 1 sierpnia podbijała przedszkolne sale. Ale debiut w nowej grupie jest. I przez pryzmat doświadczeń z dwójką dzieci, mogę stwierdzić jedno – maluchy różnią się od siebie nieziemsko. Niby każdy to wie, a jednak w każdej grupie dyskusyjnej setki rodziców próbują porównać reakcje adaptacyjne swoich dzieci do innych.

Powiem Wam jak jest u nas:

Junior, poważny chłopak, trzy i pół latek, codziennie rano wygląda jakby szedł na ścięcie. Mimo bycia w grupie starszej, zdarza mu się wpaść w czarna rozpacz za mamą, pochlipać pod nosem i dać znać że potrzebuje przytulenia tu i teraz. W czasie dni adaptacyjnych siostry, to on robił problem jak wychodziłam z sali. Ciężki materiał, zdecydowanie.

Anula, dwulatka, przedszkole zaczęła 3 tygodnie przed drugimi urodzinami. Nie zapłakała chyba ani razu, mimo ogólnie mało sprzyjających warunków z pierwszych dni września, ona jest ponad wszystko. Najdrobniejsza, najmniejsza, pchełka z lisem pod pachą, zajmuje się swoimi sprawami.

Dwoje dzieci wychowywanych razem, a reakcje mają tak odmienne.

Bądźcie dzielni, jak Wy jesteście spokojni Wasze dzieci też lepiej zniosą początki rozłąki. I nawet świetnie przygotowane maluchy mogą źle znosić chwilę rozłąki.

Mój brat, dziś już stary koń, cały żłobek i przedszkole odstawiał sceny histerii i błagań żeby mama nie odchodziła, a jak drzwi się zamykały leciał układać klocki. I wyrósł na całkiem normalnego i zdecydowanie nie skrzywdzonego tymi szlochami dużego człowieka 😉

Trzymamy kciuki za każdego malucha i każdego rodzica, bądźcie dzielni i pamiętajcie, że placówka która pewnie bardzo skrupulatnie wybraliście jest po to, żeby Wasz maluszek był zaopiekowany, mógł spędzić czas z rówieśnikami na zabawie i wspólnym odkrywaniu innego świata.

Lubisz Jeża, Lisice i Zająca? To weź się nami podziel, bo mało nas widać we wszechświecie. No i dużo więcej siedzimy na FB 😉

Reklamy
#34

#33

Chciałam powiedzieć, że podziwiam Was, samodzielni rodzice. Podziwiam Waszą siłę i determinację. Wasze pokłady cierpliwości i bezgranicznej miłości. Waszą moc. Bo może w to nie wierzycie, ale skoro jesteście i prowadzicie swoje małe szkraby przez życie, jesteście niesamowici.

Osiem długich miesięcy byłam samodzielnym rodzicem z dwójką maluchów i wielkim brzuchem. Osiem długich miesięcy liczyłam na siebie. Osiem długich miesięcy moje dzieci miały wyłącznie mnie. Oczywiście, w sytuacjach bardzo podbramkowych, czekało kilka aniołów niosących pomoc, bez tego Anna musiałby być w szpitalu całkiem sama, albo mały Iw leżałby samiusienki jak palec z zapaleniem płuc. Ale jednak większość czasu byłam ja i dzieci. I tata setki kilometrów od nas.

Nauczyłam się, że jestem najważniejszym filarem bezpieczeństwa tych młodych ludzi i nie mogę ich zawieść. Przez osiem miesięcy maluchy zasypiały wtulone we mnie, w nocy sprawdzając czy nie zniknęłam.

Zobaczyłam, że bycie jedynym rodzicem na wyciągnięcie ręki jest nieziemsko wyczerpujące.

Zrozumiałam, co znaczy być dla kogoś całym wszechświatem.

Ja miałam łatwiej, bo wiedziałam że za kilka miesięcy znów będziemy w komplecie, większość samodzielnych rodziców nie ma tego luksusu.

Wy, którzy samodzielnie wychowujecie nowe młode pokolenie – chylę przed Wami czoła.

Lubisz Jeża i Lisicę? Podziel się nami ze światem. I pamiętaj, że dużo więcej nas na Facebooku.

#33

#32

Wyobraź sobie, że kładziesz swoje dziecko spać jak zawsze. Wypiło wieczorne mleko, wytuliło się, posłało Ci jeszcze  senny uśmiech,  przytuliło się do ukochanej zabawki i zasnęło. Jak codzień. Ty jeszcze się krzątasz,  może usypiasz starszaka, albo szykujesz kolację. Dom ogarnia cisza, niby spokój, ale coś Co mówi żeby zajrzeć do malucha. Wchodzisz cicho do sypialni, świecisz małą lampką i widzisz swoje dziecko w nienaturalnej pozycji. Może jest wtulone w poduszki, może tylko w pluszaki, albo ochraniacz łóżeczka. Podnosisz swoje maleństwo żeby je ułożyć w wygodniejszej pozycji, ale w rękach masz szmacianą lalkę, małe ciałko przelewa się przez Twoje dłonie, główka leci we wszystkie strony, biegniesz w jaśniejsze miejsce i widzisz siną skórę, nieobecne oczy. Nie chcesz tak myśleć ale czujesz, że Twoje ukochane dziecko umiera, boisz się jak nigdy się nie bałaś, czas oczekiwania na pogotowie trwa całą wieczność… Nie chcesz sobie wyobrażać, że zamiast zajrzeć do sypialni, najpierw poszłaś pod szybki prysznic. 

U nas to nie poduszki były winne, Lisica jest już silna i bardzo sprawna, nawet przez sen poradziłaby sobie z poduszkami. Ale młodsze dzieci, mniej sprawne, słabsze, mogą nie poradzić sobie nawet z małym misiem. 

Jak szaleni dbamy o zdrową dietę naszych dzieci, bezpieczne zabawki, przyjazne place zabaw, a koszmary mogą na nas czyhać w najspokojniejszym miejscu. 

Lubisz Jeża i Lisicę? Podziel się nami ze światem. I pamiętaj, że dużo więcej nas na  Facebooku. 

#32

#31

Senior został bohaterem. Często słyszę historie o dzieciach wołających ‚tato!’ do przeróżnych mężczyzn spotykanych na spacerach (i zazwyczaj im mniej trzeźwy taki pan, tym większy dziecięcy entuzjazm). Podobno sama tak robiłam. 

Junior też dookoła widzi Tatę. Ostatnio Tatą byli kolejno : Ironman, Lord Vader, policjant namalowany na jego samochodzie, strażak ratujący kota, farmer w bajce. 

Zachwyca mnie, jak wielki wpływ na tego małego człowieka ma Tata. Tata pije kakao, Młody tez musi mieć swoje. Tata nosi czapkę, Młody również. Tata jeździ ciągnikiem, Młody też. Dziś razem chodzili po dachu, bo skoro Tata może, to dlaczego Młody nie. 

Kiedyś, jak Młody był jeszcze maleńki i wspólne, męskie, spędzanie czasu chłopaków było dla nas abstrakcja, jakiś znajomy powiedział, że jeszcze Senior będzie miał Młodego dość jak mu się zacznie  plątać między nogami. Wtedy nawet nie to rozbawiło. A dziś wiem, że to musi być strasznie smutne irytować się na takiego wiernego fana. 

Seniora rozpiera duma, kiedy Młody patrzy na niego jak na superbohatera. A ja liczę, że to się nigdy nie zmieni. 

Pokaż światu jeża, a jeżowi daj znać że czytasz. 

#31

#30

Kiedy zaczynałam pisać ponad rok temu, żyłam w przekonaniu, że bycie mamą dwójki niewiele różni się od bycia mamą jedynaka. Ot, po prostu ma się kolejne serce w kolejnym organizmie. 

To jednak nie zawsze działa tak łatwo. Myślałam, że skoro dzieci jest dwa razy więcej, to i cierpliwości będzie więcej. Siły i baterii słonecznych. Okazuje się, że ktoś zapomniał dołączyć do paczki z Anną pakietu regeneracyjnego.   

Miewam złe emocje w stosunku do swoich dzieci. Przy jedynaku jakoś cierpliwość nie zawodziła, a teraz bywają dni, kiedy mam ochotę wystrzelić  starszaka w kosmos, sprzedać młodszą i wyjechać w nieznane zmieniając nazwisko i linie papilarne.

Pewnie, że nie non stop. Zdecydowanie częściej lubię te Pierdziochy i największe fochy mnie nie ruszają. Ale jednak to się pojawia.

Przy jedynaku mogłam spać 3h na dobę przez dwa tygodnie i czułam się jak młody bóg, a teraz po dwóch takich dniach mam ochotę odstrzelić sobie głowę. Rok temu słuchanie jojczenia od rana do wieczora nie stanowiło problemu, teraz po 15 minutach zaczynam szukać argumentów za stosowaniem knebla w życiu codziennym. Na szczęście apogeum zmęczenia pojawia się zazwyczaj jak na horyzoncie mam Seniora, który ratuje moje zdrowie psychiczne. 

Ostatnio znajoma mama trzech trzy i pół miesięcznych dziewczynek oznajmiła, że jest fatalną mamą,  jak jedna z pannic jest nieodkładalna ona nie ma siły na nic,czuje ze za mało zajmuje się pozostałą dwójką. 

Żadna mama nie jest fatalna. Każda ma prawo do słabszych dni. Każda jest najlepszą mamą dla  swoich dzieci. Jesteś najlepszą mamą, nawet jak właśnie bukujesz bilet na koniec świata. 

Pamiętajcie, żeby dzielić się Jeżem ze światem. I tym WordPressowym,  i Facebookowym 🙂 

#30

#29

Mój Pierworodny ma etap „nie”. Od pół roku. Właśnie z Seniorem wspominaliśmy jak to w wieczór wigilijny przyjechali do nas do szpitala, ja usiadłam z kolacją na krzesełku a Młody natychmiast się dosiadł. Podaję zatem Juniorowi kęsa rybki, Junior łapczywie pożera. Podaję ziemniaczka, wciąga jak odkurzacz. Ostatecznie przysysa się do mojej kolacji, więc pytam: „Maluchu, a Ty nie jadłeś kolacji wigilijnej?” Na co Młody podnosi wzrok, wpatruje się we mnie wielkimi oczami i z poważną miną, kręcąc łebkiem smutnym głosem mówi „nieeeee”.
Dziś zaprzeczył miłości do rodzicieli i siostry oraz chęci zjedzenia jajecznicy (po czym zjadł taką z trzech jajek).
Życie z dwulatkiem.

image

image

image

#29

#27

Mniej więcej od maja nasze życie zahacza o zupełnie nieznane nam dotąd obszary. Od 18 sierpnia jesteśmy częścią społeczności w której mimo wielkiej sympatii, wsparcia i serdeczności króluje strach, konieczność walki i ciągłe wyczekiwanie. Kiedy u nas jest wszystko w porządku, z niepokojem śledzimy losy innych. Przez 2.5 miesiąca naszej wspólnej historii większość opowieści napawała optymizmem. Ostatnie dni i kolejne informacje o maluchach, którym się nie udało, przypomniały mi, że te nasze nowe znajomości to nie tylko ploteczki o szpitalnym personelu i okołodzieciowych sprawach.
Czytam różne blogi. O wychowaniu, jedzeniu, zabawach. Wszędzie, gdzie są dzieci, jest beztrosko i radośnie. Wszędzie królują pastelowe kolory, gumy balonowe i uśmiechy. A mi po głowie chodzą tylko te maluchy.
Jeśli miałabym Ci czegoś dziś życzyć, to właśnie tej beztroski. Tego uśmiechu i pastelowych barw.
A Wam, rodzice z naszego małego świata, dziękuję że jesteście. I że zawsze możemy na siebie liczyć.

image

image

image

Lubisz Jeża i Lisicę? Poślij nas w świat, zostaw po sobie znak i zaglądaj na naszego facebooka (tam nas zdecydowanie więcej).

#27