#32

Wyobraź sobie, że kładziesz swoje dziecko spać jak zawsze. Wypiło wieczorne mleko, wytuliło się, posłało Ci jeszcze  senny uśmiech,  przytuliło się do ukochanej zabawki i zasnęło. Jak codzień. Ty jeszcze się krzątasz,  może usypiasz starszaka, albo szykujesz kolację. Dom ogarnia cisza, niby spokój, ale coś Co mówi żeby zajrzeć do malucha. Wchodzisz cicho do sypialni, świecisz małą lampką i widzisz swoje dziecko w nienaturalnej pozycji. Może jest wtulone w poduszki, może tylko w pluszaki, albo ochraniacz łóżeczka. Podnosisz swoje maleństwo żeby je ułożyć w wygodniejszej pozycji, ale w rękach masz szmacianą lalkę, małe ciałko przelewa się przez Twoje dłonie, główka leci we wszystkie strony, biegniesz w jaśniejsze miejsce i widzisz siną skórę, nieobecne oczy. Nie chcesz tak myśleć ale czujesz, że Twoje ukochane dziecko umiera, boisz się jak nigdy się nie bałaś, czas oczekiwania na pogotowie trwa całą wieczność… Nie chcesz sobie wyobrażać, że zamiast zajrzeć do sypialni, najpierw poszłaś pod szybki prysznic. 

U nas to nie poduszki były winne, Lisica jest już silna i bardzo sprawna, nawet przez sen poradziłaby sobie z poduszkami. Ale młodsze dzieci, mniej sprawne, słabsze, mogą nie poradzić sobie nawet z małym misiem. 

Jak szaleni dbamy o zdrową dietę naszych dzieci, bezpieczne zabawki, przyjazne place zabaw, a koszmary mogą na nas czyhać w najspokojniejszym miejscu. 

Lubisz Jeża i Lisicę? Podziel się nami ze światem. I pamiętaj, że dużo więcej nas na  Facebooku. 

Reklamy
#32

#31

Senior został bohaterem. Często słyszę historie o dzieciach wołających ‚tato!’ do przeróżnych mężczyzn spotykanych na spacerach (i zazwyczaj im mniej trzeźwy taki pan, tym większy dziecięcy entuzjazm). Podobno sama tak robiłam. 

Junior też dookoła widzi Tatę. Ostatnio Tatą byli kolejno : Ironman, Lord Vader, policjant namalowany na jego samochodzie, strażak ratujący kota, farmer w bajce. 

Zachwyca mnie, jak wielki wpływ na tego małego człowieka ma Tata. Tata pije kakao, Młody tez musi mieć swoje. Tata nosi czapkę, Młody również. Tata jeździ ciągnikiem, Młody też. Dziś razem chodzili po dachu, bo skoro Tata może, to dlaczego Młody nie. 

Kiedyś, jak Młody był jeszcze maleńki i wspólne, męskie, spędzanie czasu chłopaków było dla nas abstrakcja, jakiś znajomy powiedział, że jeszcze Senior będzie miał Młodego dość jak mu się zacznie  plątać między nogami. Wtedy nawet nie to rozbawiło. A dziś wiem, że to musi być strasznie smutne irytować się na takiego wiernego fana. 

Seniora rozpiera duma, kiedy Młody patrzy na niego jak na superbohatera. A ja liczę, że to się nigdy nie zmieni. 

Pokaż światu jeża, a jeżowi daj znać że czytasz. 

#31

#30

Kiedy zaczynałam pisać ponad rok temu, żyłam w przekonaniu, że bycie mamą dwójki niewiele różni się od bycia mamą jedynaka. Ot, po prostu ma się kolejne serce w kolejnym organizmie. 

To jednak nie zawsze działa tak łatwo. Myślałam, że skoro dzieci jest dwa razy więcej, to i cierpliwości będzie więcej. Siły i baterii słonecznych. Okazuje się, że ktoś zapomniał dołączyć do paczki z Anną pakietu regeneracyjnego.   

Miewam złe emocje w stosunku do swoich dzieci. Przy jedynaku jakoś cierpliwość nie zawodziła, a teraz bywają dni, kiedy mam ochotę wystrzelić  starszaka w kosmos, sprzedać młodszą i wyjechać w nieznane zmieniając nazwisko i linie papilarne.

Pewnie, że nie non stop. Zdecydowanie częściej lubię te Pierdziochy i największe fochy mnie nie ruszają. Ale jednak to się pojawia.

Przy jedynaku mogłam spać 3h na dobę przez dwa tygodnie i czułam się jak młody bóg, a teraz po dwóch takich dniach mam ochotę odstrzelić sobie głowę. Rok temu słuchanie jojczenia od rana do wieczora nie stanowiło problemu, teraz po 15 minutach zaczynam szukać argumentów za stosowaniem knebla w życiu codziennym. Na szczęście apogeum zmęczenia pojawia się zazwyczaj jak na horyzoncie mam Seniora, który ratuje moje zdrowie psychiczne. 

Ostatnio znajoma mama trzech trzy i pół miesięcznych dziewczynek oznajmiła, że jest fatalną mamą,  jak jedna z pannic jest nieodkładalna ona nie ma siły na nic,czuje ze za mało zajmuje się pozostałą dwójką. 

Żadna mama nie jest fatalna. Każda ma prawo do słabszych dni. Każda jest najlepszą mamą dla  swoich dzieci. Jesteś najlepszą mamą, nawet jak właśnie bukujesz bilet na koniec świata. 

Pamiętajcie, żeby dzielić się Jeżem ze światem. I tym WordPressowym,  i Facebookowym 🙂 

#30

#29

Mój Pierworodny ma etap „nie”. Od pół roku. Właśnie z Seniorem wspominaliśmy jak to w wieczór wigilijny przyjechali do nas do szpitala, ja usiadłam z kolacją na krzesełku a Młody natychmiast się dosiadł. Podaję zatem Juniorowi kęsa rybki, Junior łapczywie pożera. Podaję ziemniaczka, wciąga jak odkurzacz. Ostatecznie przysysa się do mojej kolacji, więc pytam: „Maluchu, a Ty nie jadłeś kolacji wigilijnej?” Na co Młody podnosi wzrok, wpatruje się we mnie wielkimi oczami i z poważną miną, kręcąc łebkiem smutnym głosem mówi „nieeeee”.
Dziś zaprzeczył miłości do rodzicieli i siostry oraz chęci zjedzenia jajecznicy (po czym zjadł taką z trzech jajek).
Życie z dwulatkiem.

image

image

image

#29

#27

Mniej więcej od maja nasze życie zahacza o zupełnie nieznane nam dotąd obszary. Od 18 sierpnia jesteśmy częścią społeczności w której mimo wielkiej sympatii, wsparcia i serdeczności króluje strach, konieczność walki i ciągłe wyczekiwanie. Kiedy u nas jest wszystko w porządku, z niepokojem śledzimy losy innych. Przez 2.5 miesiąca naszej wspólnej historii większość opowieści napawała optymizmem. Ostatnie dni i kolejne informacje o maluchach, którym się nie udało, przypomniały mi, że te nasze nowe znajomości to nie tylko ploteczki o szpitalnym personelu i okołodzieciowych sprawach.
Czytam różne blogi. O wychowaniu, jedzeniu, zabawach. Wszędzie, gdzie są dzieci, jest beztrosko i radośnie. Wszędzie królują pastelowe kolory, gumy balonowe i uśmiechy. A mi po głowie chodzą tylko te maluchy.
Jeśli miałabym Ci czegoś dziś życzyć, to właśnie tej beztroski. Tego uśmiechu i pastelowych barw.
A Wam, rodzice z naszego małego świata, dziękuję że jesteście. I że zawsze możemy na siebie liczyć.

image

image

image

Lubisz Jeża i Lisicę? Poślij nas w świat, zostaw po sobie znak i zaglądaj na naszego facebooka (tam nas zdecydowanie więcej).

#27

#26

Dziś mija miesiąc od kiedy Ania jest po tej stronie brzucha. Dziś mija miesiąc od kiedy ze wzmożoną siłą uświadamiam sobie jakie mamy szczęście.
Większość tego miesiąca spędziłyśmy w szpitalach. Najpierw długo leżałyśmy w Szpitalu na Siemieradzkiego, bo stan Ani nie pozwalał nam wrócić do chłopców. Kiedy już się ustabilizowałyśmy, wróciłyśmy do domu żeby kilka dni później wylądować w Szpitalu Pediatrycznym. 
Przez ten czas poznałam naprawdę dużo rodziców.  Wielu z nich miało swoje kłopoty z maluchami, ale większość cieszyła się zdrowymi szkrabami, urodzonymi szybciej lub wolniej, bardziej lub mniej naturalnie, ale bez większych komplikacji. I wiecie od kogo nasłuchałam się najwięcej płaczów i lamentów? Nie, nie od tych rodziców których maluchy dzieliły z Anią salę na intensywnej.
Dlaczego nie umiemy się cieszyć z tego co mamy? Dlaczego nie patrzymy na jasną stronę? Dlaczego szukamy najciemniejszych zakamarków w sytuacjach, które są dobre? Kiedy w trzynastej dobie słyszałam, od załamanej mamy że musi zostać do jutra, a jest tu już 4 dni, uśmiechałam się pod nosem. Kiedy jakaś pani pod gabinetem USG strasznie marudziła, że po co każą jej czekać na echo, wszak u każdego malucha słychać szmery, a po badaniu mówiła z wyższością „nie mówiłam?” nawet nie próbowałam tłumaczyć, że to echo mogło uratować życie jej dziecku, wspaniale że nic nie wyszło podczas badania. Sama miałam dość luksusów oddziału noworodkowego, ale doskonale wiem że bez tego turnusu różnie mogłyby potoczyć się sprawy.
Ja rozumiem, że hormony robią wodę z mózgu, wiem że jest baby blues i inne takie, ale młody rodzicu – właśnie na świecie pojawiło się Twoje dziecko, Twój mały skarb. Nieważne czy ma jedno oczko bardziej, nos po dziadku, złożoną wadę serca, zakażenie wewnątrzmaciczne czy marne włosy. Nieważne co się pojawiło czego wcale nie chciałeś. Ważne że ten mały szkodnik jest po tej stronie brzucha. A skoro jest, to z resztą sobie poradzisz. I nie płacz nad głupotami, bo zawsze mogło być dużo słabiej.

image

#26

#25

Kiedy widzisz odjeżdżającą spod szpitala eNkę i uświadamiasz sobie, że jutro ta sama eNka może przyjechać do Ciebie i Twojego maleństwa, uświadamiasz sobie jak marnie jest z Twoją skorupą dzielnej babki. Wiesz, że jeśli się tak zdarzy, to będzie wyjście najlepsze dla Twojego dziecka, ale czujesz też to, co pewnie czuje w tym momencie matka, która zamknęła drzwi karetki za swoim dwudniowym szkrabem.
W takich chwilach jeszcze mocniej czuję ten ogrom miłości, który we mnie siedzi od kiedy mam dzieci. I ten okropny strach, który już do końca życia będzie mi towarzyszył w każdej chwili.

image

#25