#20

Od kiedy Młody jest mobilniejszy niż grzecznie leżące dziecię, mniej więcej pół świata pyta mnie czy się nie boję, że rozwali sobie kolana/głowę/ręce/cokolwiek o kamienie (do niedawna nie mieliśmy żwiru na podwórku, tylko zwykły, gruby, górski kamień, który nie ułatwiał chodzenia dorosłym, a co dopiero szkrabom), że wbiegnie pod konie, że wsadzi łapkę do świnek albo wlezie między krowy, które nie wiedzą, że nie można łazić po ludziach. Do tego zagrożenia takie jak chaszcze, pokrzywy, maliny, jeżyny, koty i wielki pies, a w domu kamienna podłoga, kominek, piec, schody, balkon, taras z kamienia… sama zgroza.

jeznat_siano01

I tak, na początku się bałam, nakręcałam się wszystkimi pytaniami, czułam się jak naprawdę zła i nieodpowiedzialna matka, która robi wszystko żeby uszkodzić swojego pierworodnego. Każde potknięcie i upadek przypisywałam swojej niezdarności (bo fakt, że Młody uczy się poruszać po świecie nie ma z tym nic wspólnego przecież), słuchałam wywodów o tym ile krzywdy może sobie zrobić bawiąc się widelcem przy jedzeniu i jak bezmyślnie pozwalamy mu pić z „dorosłego” kubka. O niemrawych reakcjach na zbieranie chrupek kukurydzianych z dywanu nie wspominam.

jeznat_siano02

Młody ma teraz etap szybkiego wzrostu, potyka się o swoje nogi, zahacza o wszystko łapkami, nie wpasowuje się ze wzrostem (wszak dwa tygodnie temu wchodził pod ten stolik, to dlaczego teraz mu przeszkadza głowa, hę?). I najwięcej niebezpiecznych zdarzeń ostatnich dni miało miejsce nie w naszym gospodarstwie pełnym pułapek, tylko w mieście. Przez chwilę zastanawiałam się jak radzą sobie mamy mające do dyspozycji wyłącznie miasto, bez opcji własnego, odgrodzonego od świata podwórka, bez przerwy walczące z samochodami, kostką brukową i obcymi ludźmi.

Zdrowy rozsądek jednak podpowiada mi, że człowiek (i mały, i duży) wspaniale dostosowuje się do warunków w których przyszło mu żyć. I pewnie będę miała kłopot z nauczeniem Młodego, że przechodzimy przez ulicę po pasach, nie wbiegamy na asfalt i musimy trzymać mamę albo tatę za rękę w czasie spaceru. Tak jak mamy odwiedzające nas będą miały kłopot z wyjaśnieniem swoim maluchom dlaczego nie można dotykać szyby kominka czy tulić się policzkiem do pieca. Na szczęście ci mniejsi ludzie naprawdę szybko się uczą.

I żeby było jasne, pewnie że dostaję palpitacji serca kiedy mój syn postanawia wleźć z garstką siana między stadko koni, ale nie daje się zwariować. Lepsze stadko koni niż środek autostrady.

A Ty? Podchodzisz z dystansem do swojego strachu przed światem, czy najchętniej zamknęłabyś swoje dziecko w czterech ścianach a na dwór (tylko ten z miękką gumą na ziemi i certyfikowanymi zjeżdżalniami) wypuszczałabyś wyłącznie w ochraniaczach, gdyby się tak dało? A może masz jakiś złoty środek?

jeznat_siano03

Czytasz Jeża? To daj znać, poślij go w świat, niech inni też coś mają z (wiejskiego) życia.

Reklamy
#20

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s