#21

Na pierwsze urodziny Piernika każde z nas, rodziców, dostało od mojej mamy po drobiazgu – wszak urodziny malucha to nie tylko święto dziecka, gdyby nie my, nie miałoby co świętować. Prezentem dla Seniora był kalendarz z akcji „Tata bliżej dziecka” – co miesiąc inny Tata ze swoją pociechą i myśl czym jest dla nich ojcostwo.
W czerwcu, mesiącu dla naszego Taty wyjątkowym, bo ma kumulację swoich świąt, myślą przewodnią jest prosta sentencja: „Ojcem może być każdy, ale trzeba być kimś wyjątkowym, żeby zostać Tatą”.

jeznat_tata01
Dziś jest ten dzień, dzień w którym będziemy malować laurkę, upieczemy Tacie ciacho, zrobimy jego ulubiony obiad. Mam nadzieję, że dla mojego syna ten dzień zawsze będzie wiązał się z myślą o tym, że fajny ten jego Tata. I nigdy nie będzie musiał rozumieć znaczenia tego czerwcowego kalendarzowego przesłania.
Ja je rozumiem. Jako duża dziewczynka, rodzic, już nie wkurzam się aż tak bardzo, że Tata to nie to samo co ojciec. Właściwie mam to w nosie, bo mam szczęście, mimo niejednoznaczności tych słów, mam Tatę, wspaniałego człowieka, który nauczył mnie wielu rzeczy, dał mi wrażliwość, pokazał kim warto być, a w kogo lepiej się nie wcielać. Niejednokrotne dał mi kopa, kiedy tego potrzebowałam i głaskał mnie po głowie kiedy tylko to mogło mi pomóc. Chyba nigdy nie będę umiała nazwać tego co czuję kiedy przychodzi Dzień Taty i uświadamiam sobie jak niesamowitym człowiekiem jest ten mój Tata. Nigdy nie będę umiała przeprosić za nastoletnie zbuntowane „nie jesteś moim ojcem” i durne fochy. Za to, że tak późno do mnie dotarło kim jest ten mój Tata.
Dziękuję Ci Tato, że nie jesteś moim ojcem, bo mógłbyś być nieobecny i szorstki. Dziękuję, że zawsze stawiałeś nas na pierwszym miejscu, dzięki Tobie jesteśmy kompletni jako dzieci, dzięki Tobie wiemy jakimi rodzicami chcemy być. Dziękuję, że zawsze jesteś, mimo że widujemy się rzadko i czasem możemy nie rozmawiać przez wiele dni. Ale zawsze jesteś.
Wszystkim Tatom życzymy dziś wielkiej radości z tej roli jaką przyszło im odgrywać, dumy z bycia jedną z dwóch najważniejszych osób dla swoich dzieci. Chciejcie być coraz lepsi dla tych małych ludzi, bądźcie tacy, żeby w przyszłości chcieli być takimi rodzicami jak Wy, żeby czuli dumę na myśl kto jest ich Tatą.
Ja czuję. I Młody też poczuje.
Z okazji Dnia Taty zaczął mówić przy Tacie „tata”.

jeznat_tata02
I bądźcie w tym wszystkim szczęśliwymi ludźmi.

Reklamy
#21

#20

Od kiedy Młody jest mobilniejszy niż grzecznie leżące dziecię, mniej więcej pół świata pyta mnie czy się nie boję, że rozwali sobie kolana/głowę/ręce/cokolwiek o kamienie (do niedawna nie mieliśmy żwiru na podwórku, tylko zwykły, gruby, górski kamień, który nie ułatwiał chodzenia dorosłym, a co dopiero szkrabom), że wbiegnie pod konie, że wsadzi łapkę do świnek albo wlezie między krowy, które nie wiedzą, że nie można łazić po ludziach. Do tego zagrożenia takie jak chaszcze, pokrzywy, maliny, jeżyny, koty i wielki pies, a w domu kamienna podłoga, kominek, piec, schody, balkon, taras z kamienia… sama zgroza.

jeznat_siano01

I tak, na początku się bałam, nakręcałam się wszystkimi pytaniami, czułam się jak naprawdę zła i nieodpowiedzialna matka, która robi wszystko żeby uszkodzić swojego pierworodnego. Każde potknięcie i upadek przypisywałam swojej niezdarności (bo fakt, że Młody uczy się poruszać po świecie nie ma z tym nic wspólnego przecież), słuchałam wywodów o tym ile krzywdy może sobie zrobić bawiąc się widelcem przy jedzeniu i jak bezmyślnie pozwalamy mu pić z „dorosłego” kubka. O niemrawych reakcjach na zbieranie chrupek kukurydzianych z dywanu nie wspominam.

jeznat_siano02

Młody ma teraz etap szybkiego wzrostu, potyka się o swoje nogi, zahacza o wszystko łapkami, nie wpasowuje się ze wzrostem (wszak dwa tygodnie temu wchodził pod ten stolik, to dlaczego teraz mu przeszkadza głowa, hę?). I najwięcej niebezpiecznych zdarzeń ostatnich dni miało miejsce nie w naszym gospodarstwie pełnym pułapek, tylko w mieście. Przez chwilę zastanawiałam się jak radzą sobie mamy mające do dyspozycji wyłącznie miasto, bez opcji własnego, odgrodzonego od świata podwórka, bez przerwy walczące z samochodami, kostką brukową i obcymi ludźmi.

Zdrowy rozsądek jednak podpowiada mi, że człowiek (i mały, i duży) wspaniale dostosowuje się do warunków w których przyszło mu żyć. I pewnie będę miała kłopot z nauczeniem Młodego, że przechodzimy przez ulicę po pasach, nie wbiegamy na asfalt i musimy trzymać mamę albo tatę za rękę w czasie spaceru. Tak jak mamy odwiedzające nas będą miały kłopot z wyjaśnieniem swoim maluchom dlaczego nie można dotykać szyby kominka czy tulić się policzkiem do pieca. Na szczęście ci mniejsi ludzie naprawdę szybko się uczą.

I żeby było jasne, pewnie że dostaję palpitacji serca kiedy mój syn postanawia wleźć z garstką siana między stadko koni, ale nie daje się zwariować. Lepsze stadko koni niż środek autostrady.

A Ty? Podchodzisz z dystansem do swojego strachu przed światem, czy najchętniej zamknęłabyś swoje dziecko w czterech ścianach a na dwór (tylko ten z miękką gumą na ziemi i certyfikowanymi zjeżdżalniami) wypuszczałabyś wyłącznie w ochraniaczach, gdyby się tak dało? A może masz jakiś złoty środek?

jeznat_siano03

Czytasz Jeża? To daj znać, poślij go w świat, niech inni też coś mają z (wiejskiego) życia.

#20

#19

Mimo, że żyjemy w XXI wieku, a macierzyństwo nie jest już (aż tak) rzeczą publiczną, młode matki i tak wpadają pod ostrzał jeśli coś robią inaczej niż należy (czy inaczej niż wszyscy mówią, że tak należy). Najczęściej obrywa nam się za ubiór, metody usypiania i uspokajania oraz sposób karmienia. Bo przecież dobra matka karmi piersią a wyrodna podaje mleko modyfikowane. W tym czarno-białym świecie nie ma matek takich jak ja – karmiących butelką z własnym mlekiem.

Już nie karmię Malucha, ale ten temat mnie prześladuje bo zastanawiam się jak będzie z Anią. I właściwie nie będę płakać, jeśli okaże się że będzie dokładnie jak z Młodym.

Terror karmienia piersią dopadł mnie przez kłopoty okołoporodowe Malucha. Nie mógł być przystawiany do piersi przez kilka pierwszych dni, a jak już nauczył się ssać, traktował to jako fajne hobby, nie formę karmienia. Na szczęście jeszcze w szpitalu trafiłam na niesamowitą położną, która od razu wsadziła mi laktator w rękę i kazała ściągać mleko („nieważne jak podane, skoro masz swoje mleko i chcesz karmić, to dawaj je butlą”). Pani Marysia była jedna, a tych, którzy widzieli w takim sposobie karmienia matczyną porażkę było wielu. Nawet moja Mama, która pewnie nie raz mało nie odgryzła sobie języka hamując się przez rzucaniem „dobrymi radami” (mam farta mieć Mamę z tych, które doradzą dopiero jak się je spyta o poradę, możecie mi zazdrościć) kilka razy zwątpiła w to czy to jest dobry pomysł. Położna środowiskowa na siłę wciskała mi nakładki na sutki. A ja uważałam, że beznadziejna ze mnie matka, zamartwiałam się, umartwiałam, płakałam z Młodym i czułam się fatalnie.

A teraz wiem, że nikt nie miał prawa mnie oceniać. Znam mamy, które czuły się źle karmiąc piersią, lub zwyczajnie tego nie chciały robić i od razu przerzucały się na sztuczne mleko. Znam takie, które doprowadzały swoje piersi do katastrofy walcząc o zassanie piersi i cierpiały przy każdym karmieniu aż do ukończenia przez szkraba roku, bo tak trzeba. I znam siebie, matkę karmiącą inaczej, która po nocach czytała z laktatorem przy piersi, żeby Młody miał śniadanie, obiad i kolację. I każda z nas robiła to dla swoich dzieci. Każda podjęła taką a nie inną decyzję.

Każdy sposób karmienia ma swoje plusy i minusy, każda mama wie co jest najlepsze dla jej szkraba (nawet jak ciocie dobre rady twierdzą inaczej). Ja znalazłam swój złoty środek w kamieniu naturalnie butelką. Udało mi się tak dogadać z produkcją, że ściągałam mleko dwa razy dziennie – wczesnym rankiem i wieczorem przed snem. Pewnie, że produkcja stawiała swoje warunki i jak nie wyrobiłam się na wieczorne ściąganie mleka, to umierałam z bólu piersi, czasem miałam przestoje i walkę o każdy mililitr, ale się nie poddawałam. Do 9 miesiąca Młody pił wyłącznie moje mleko. I jestem dumna z tego, że udało mi się znaleźć wyjście z sytuacji zapowiadającej mini dramat. Gdybym słuchała wszystkich dookoła, gdybym dała się przekonać, że mój sposób karmienia jest beznadziejny, albo płakałabym przy każdym przystawieniu do piersi (i pewnie szybko bym z tego zrezygnowała) albo od początku przeszłabym na mleko modyfikowane.

Nie bójmy się korzystać z wynalazków, które zostały stworzone żeby ułatwiały nam życie. I nie dajmy się przekonać, że tylko to co robiły nasze babcie i mamy, to jedyna słuszna droga na odchowanie super zdrowych i fajnych dzieci. Szukajmy swojej drogi (również tej mlecznej).

jeznat_szama01jeznat_szama02jeznat_szama03

Lubisz Jeża? To daj mu o tym znać i pokaż go innym. Każdy odzew, polubienie czy przesłanie bloga dalej sprawi nam wielką radość.

#19