#18

Macierzyństwo jest świetną przygodą. Jest niesamowitym wyzwaniem, fajną zabawą, ale też ciężką pracą. Ostatnio w naszym rankingu mamy dużo ciężkiej pracy. Pewnie, że jest mnóstwo radości i uśmiechu, ale jest ciężej niż rok temu, kiedy Młody zajmował się głównie spaniem, jedzeniem i płakaniem.

jeznat_krk01

Większość moich rówieśników jest z pokolenia wychowywanego twardą ręką. Większość z nas ma wzorce radzenia sobie w trudnych sytuacjach z pomocą ręki (w lżejszych przypadkach) lub pasa (w tych bardziej radykalnych) i krzyku. Patrząc na znajome młode rodziny widzę, też że większość z nas raczej nie ma planu kultywowania tradycji i sięgania po te same rozwiązania. Ale każdy z nas dochodzi w pewnym momencie do etapu w rozwoju naszych maluchów, kiedy zaczyna się wychowanie w pełnym wymiarze i wtedy weryfikujemy nasze przekonania, nauki i to co pamiętamy z własnego dzieciństwa.

My weszliśmy właśnie na ten level. Ten, w którym Młody rozumie bardzo dużo, jeszcze więcej usiłuje przetestować, bada granice i możliwości. Głównie granice ignorowania tego co słyszy. Oczywiście, nie twierdzę że rozumie każdą prośbę czy zakaz. Ale rozumie bardzo dużo. I od kiedy staję na rzęsach żeby nie zwariować, nie rozpuścić wymuszacza i nie popełnić zbyt wielu głupich błędów, coraz częściej myślę o metodach i możliwościach kontrolowania sytuacji.

jeznat_krk02

Jeszcze nie nadszedł moment kiedy mogłoby mi przyjść do głowy strzelenie klapa w pupę czy szarpanie Młodego  i mam nadzieję, że taka myśl nie pojawi się nigdy. Ale obserwując innych rodziców na placach zabaw, w sklepach, w parkach, zupełnie obcych ludzi, widzę że to nadal bywa naturalną koleją rzeczy. Taki łańcuch: maluch chce gdzieś odbiec – szarpnięcie za rękę, maluch płaczem sygnalizuje, że bardzo chce coś zrobić – klaps z komendą „przestań beczeć”, albo też szarpnięcie. Można by tak wymieniać bez końca.

Na początku maja byliśmy w Krakowie na badaniach z Anią. Pogoda nam dopisała, więc cały wolny czas spędziliśmy w sporym parku z kilkoma placami zabaw, fontanną i wielkim trawnikiem. Rano, przed pierwszą moją wizytą u lekarza i odebraniem Babci z dworca (ratowała nam skórę ta nasza Babcia) pojechaliśmy do tego parku zjeść porządne śniadanie. Traf chciał, że eksplorację zaczęliśmy od placu zabaw z drewnianym zamkiem i fontanną. Młody, jak tylko wyczaił fontannę i zobaczył, że można do niej podejść, zaczął łapać tryskające prosto z ziemi strumienie wody. Oczywiście, że było już całkiem ciepło, ja miałam w wózku komplet ciuchów na zmianę (mam zawsze, bo znam mojego syna) i wiedziałam że mogę mu na takie zabawy pozwolić. I oczywiście, że ganiałam tam razem z nim, żeby nie wymyślił ucieczki z terenu placu zabaw (zamykanie bramek nie jest mocną stroną przechodniów) i żeby go ratować jakby się poślizgnął. I oczywiście, że oberwało mi się od przypadkowej babci, która była na porannym spacerze z dwójką wnuków, którzy widząc Młodego biegającego między strumieniami wody, chcieli zrobić dokładnie to samo. Chłopcy byli starsi od Młodego, mówiący, więc możliwy był z nimi konstruktywny dialog. A jednak babcia uznała, że lepiej jest wydać komendę zakazującą zbliżania się do fontanny zabarwioną wizją wymyślnej kary (typu zakaz wychodzenia na plac zabaw, czy coś takiego). Na dokładkę postanowiła skomentować mnie i moją nierozważność lub nawet lekkomyślność.

jeznat_krk03

Obyło się bez szarpania i klapsów, przynajmniej przy mnie, ale i tak dało mi to do myślenia. Chcę być rodzicem, który tłumaczy, rozmawia, pokazuje. Chcę szukać rozwiązań i możliwych kompromisów z moimi dziećmi. Nie chcę ślepo wykorzystywać mojej przewagi, bo jestem starsza, większa i do tego matka. Chcę być takim rodzicem, żebym mogła śmiało powiedzieć „fajnie byłoby być własnym dzieckiem”.

jeznat_krk04

jeznat_krk05

jeznat_krk06

Daj znać czy Ci się podobało, a jeśli tak, to  dziel się naszym blogiem i facebookiem z innymi – to nas motywuje! 

 

Reklamy
#18